Przyszła pora wracać do Kalkuty. Nie jedziemy już jednak skuterami, jadą one z nami pociągiem. Trasę Kalkuta - Siliguri zrobiliśmy na początku naszej eskapady, więc nie będziemy jej dublować. Tym bardziej, że stan dróg pozostawiał bardzo dużo do życzenia, a my nie mamy po prostu ochoty na sześciodniową wycieczkę wertepami.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scooty trip. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scooty trip. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 lutego 2016
sobota, 13 lutego 2016
Doliny, wyżyny, doliny, wyżyny...
Ze zwariowanego świata Jonbeel Mela ruszyliśmy dalej, w stronę Meghalaya. Droga była po prostu przepiękna. Jak tylko przekroczyliśmy granicę stanu zaczęły się pagórki. A jak już minęliśmy Shillong, stolicę stanu, no to zaczęło się jak w raju. Wysokie kaniony z przepięknymi dolinami, wodospady, jeziora. Niby nie jest wysoko, ale nasze skutery ledwo dojechały do Cherrapunji, leżącej na 1300 m n.p.m wioseczki, okrzykniętej najbardziej deszczowym miejscem na ziemi. Przez dziesięć dni pobytu nie spadła na nas ani jedna kropla deszczu, choć całkiem ładnie się chmurzyło. W końcu jest zima, pora sucha. Temperatura w dzień kilkanaście stopni na plusie, w nocy na plusie stopni kilka. Po zmierzchu odzienie wierzchnie robi się mokre w kilka minut. Coś jest na rzeczy.
wtorek, 26 stycznia 2016
Walki kogutów
Walki kogutów odbywają się w wielu miejscach na świecie i różnej formule, ale niemal zawsze jest to hazard. Zarówno dziadek jak i wnuczek wystawiają do walk swoich ulubieńców, więc jak widać ta forma „rozrywki” zaszczepiana jest od najmłodszych lat. Podczas Jonbeel Mela w Jagiroad, w ringu stawało kilka par kogutów jednocześnie. Walki były zacięte, a publiczność nie kryła emocji. Cel pozostawał zawsze ten sam: wrócić do domu z jak największą ilością kogutów.
Jacek.
niedziela, 24 stycznia 2016
Jonbeel Mela. Dawno zapomniany handel wymienny i dużo, dużo więcej…
Wyspę Majuli opuściliśmy promem, ale już bez żadnych niespodzianek ;) Z Jorhat zjechaliśmy troszkę na południe aby poszwędać się mniej uczęszczanymi dróżkami wiodącymi przez plantacje herbaciane. Warto było. Te mniejsze ogrody robią równie wielkie wrażanie co te pokaźnych rozmiarów. Jest piękna pogoda i moje urodziny. W prezencie ‘biwak’ i ognisko z pieczonymi ziemniakami i menemen’em. Bardzo tęsknię za buszowaniem w kuchni więc raduję się niebywale. Udało nam się nawet znaleźć miejsce prawie bez ludzi. Prawie, bo odwiedziło nas jedynie z dwadzieścia osób. Ale znaleźliśmy wreszcie na nich sposób, w sensie na nieustanne się nam przyglądanie: jak ktoś przychodzi, przerywamy natychmiast nasze prace i po prostu uśmiechając się, siedzimy sobie bezczynnie. Nudzi im się zadziwiająco szybko ;)
niedziela, 17 stycznia 2016
Czym festiwalowe szaleństwo dla jednego…
Jesteśmy w Kamalabari, na Majuli. Za dwa dni festiwal, o którym wszyscy na ulicach nam przypominają. Tylko jakoś nikt nie potrafi nam wytłumaczyć co też takiego podczas tego święta będzie się tutaj działo. Takie jakieś przeczucie mnie ogarnia, że zupełnie nic ;) No nic, to się jeszcze zobaczy. Mamy jeden dzień aby wybadać to dogłębniej. Wystarczająco, aby objechać całą wyspę i zapuścić żurawia tu i tam.
czwartek, 14 stycznia 2016
Przez łąki, przez pola
Na podbój Assamu wyruszyliśmy 2 stycznia, A.D. 2016. Jak już wspominałam jedziemy na Majuli. Skutery przygotowane – mam nadzieję – więc ruszamy. Przed nami do zrobienia około 800 kilometrów, więc nie oszukując się, bite 5 dni jazdy. Do dzieła!
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Poświąteczny spacerek
Od kilku lat, żeby zrobić trekking w parku Singalila, potrzebny jest przewodnik. Można pójść na łatwiznę i wynająć kogoś z agencji turystycznej, ale to już nie na nasze kieszenie. Udało nam się poznać jednego przewodnika na mieście. Nabin jest w naszym wieku i od 10 lat chodzi po okolicznych górach. Dogadujemy się świetnie, jest mega wesoło więc zapowiadają się przyjemne dni. Tym bardziej, że szlak wiedzie tak, iż cały czas idziemy w kierunku Himalajów. Jak na dłoni mamy Mt. Everest z Makalu i Lotse, przez Kanczendzongę, aż po najwyższy szczyt Bhutanu, Gangkar Punsum. I dlatego właśnie zawsze warto było, jest i będzie włożyć trochę wysiłku aby się w takim miejscu znaleźć.
niedziela, 27 grudnia 2015
Tea time
Drugiego dnia pobytu w stolicy herbaty, zmarznięci jak jasna cholera, wyruszyliśmy znaleźć nowe lokum, bo bez ogrzewania i prawie w piwnicy było naprawdę cienko. Obeszliśmy z dziesięć miejscówek, ale nic co znaleźliśmy nie było na nasze kieszenie. Spotkaliśmy za to Laurę i Rafaela z Gujany Francuskiej, a oni wskazali nam ‘właściwą drogę’. Szybkie przenosiny i zostaliśmy sąsiadami. Co prawda nadal musimy ogrzewać pokój świeczkami, ale jest przyjemnie.
wtorek, 22 grudnia 2015
Skuter do Darjeeling.
Nadszedł dzień, kiedy rozpoczynamy naszą przygodę z nowymi, a właściwie na nowych znajomych - skuterach. Mnie przypadł "białas", a Jackowi "czarnuch". Pierwsze wyzwanie to wyjechać z Kalkuty. Pisałam już o prawach dżungli, którymi trzeba kierować się na tutejszych drogach. Do dzieła zatem. Matko Tereso dopomóż!
czwartek, 17 grudnia 2015
Krótki wypad za miasto ;)
A więc 'wycieczka' do Sunderban. Aby odetchnąć świeżym powietrzem i sprawdzić nasz pierwszy skuter, ale przede wszystkim żeby zobaczyć tygrysy ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








